Elton John – Reg Strikes Back

Elton John – Reg Strikes Back (1988) MCA

Ocena: 3,5/5

01. Town of Plenty – 3:40
02. A Word in Spanish – 4:39
03. Mona Lisas and Mad Hatters (Part Two) – 4:12
04. I Don’t Wanna Go on with You Like That – 4:36
05. Japanese Hands – 4:40
06. Goodbye Marlon Brando – 3:30
07. The Camera Never Lies – 4:37
08. Heavy Traffic – 3:28
09. Poor Cow – 3:50
10. Since God Invented Girls – 4:39

Pod koniec lat 80. Elton miał fatalną prasę. Muzyk pogrążał się w nałogach, z kolei o kilku poprzednich płytach wszyscy mieli jak najgorsze zdanie. Artysta nie zamierzał tego tak zostawić. W 1988 roku ukazał się album „Reg Strikes Back”, którym chciał zamanifestować swój powrót na dobrą ścieżkę życiową oraz muzyczną. Płyta ma dzięki temu kilka naprawdę mocnych momentów.

Najlepszym utworem z tego krążka jest „A Word in Spanish” – przyjemna śródziemnomorska ballada z zapadającym w pamięć solem na gitarze akustycznej i wielkim wokalem Eltona. Koniecznie trzeba też posłuchać piosenek”I Don’t Wanna Go on with You Like That” i „Mona Lisas and Mad Hatters (Part Two)”. Pierwsza z nich to jazzowy numer taneczny, który o dziwo stał się ogromnym hitem w Stanach Zjednoczonych, gdzie doszedł do 2.miejsca listy przebojów. „Mona Lisas and Mad Hatters (Part Two)” z kolei luźno nawiązuje do starego hitu Eltona z początku lat 70. i jest dynamicznym numerem, gdzie główną rolę zagrał słynny amerykański trębacz Freddie Hubbard. Solówką na trąbce oraz partiami na skrzydłówce jazzman skradł Eltonowi ten utwór.

Całkiem niezłe wrażenie robią natomiast: patetyczna, symfoniczna ballada „Japanese Hands”, nawiązująca do najbardziej znanych przebojów The Beach Boys piosenka „Since God Invented Girls” oraz szybki numer „Poor Cow” z interesującymi motywami syntezatorowymi.

„Reg Strikes Back” to płyta na pewno lepsza od kilku poprzednich, mało zapadających w pamięć wydawnictw. Jednak o powrocie wielkiej renomy nie sposób mówić. Nie jest to tytuł na miarę „Goodbye Yellow Brick Road” czy „2 ↓ 4 0”.

Elton John – Leather Jackets

Elton John – Leather Jackets (1986) Rocket

Ocena:2/5

01. Leather Jackets – 4:10
02. Hoop of Fire – 4:14
03. Don’t Trust That Woman – 4:58
04. Go it Alone – 4:26
05. Gypsy Heart – 4:46
06. Slow Rivers – 3:06
07. Heartache All Over the World – 3:52
08. Angeline – 3:24
09. Memory of Love – 4:08
10. Paris – 3:58
11. I Fall Apart – 4:00

„Leather Jackets” ma fatalną opinię wśród fanów. Zresztą tę opinię podziela sam Elton John, który powiedział kiedyś, że to jego najgorsza płyta w karierze, a piosenka „Heartache All Over the World” jest najgorszym nagraniem jakie kiedykolwiek popełnił. Oczywiście ten album nie powala na kolana, ale trzeba pamiętać, że artysta był niezwykle płodny w ciągu całej swojej kariery i słabsze momenty miały mu się prawo zdarzać. Jednym z nich był jego 20. studyjny album, który wcale nie jest duży gorszy od kilku poprzednich piosenkarza jak „21 at 33” czy „Ice on Fire”.

„Leather Jackets” może przypaść do gustu ludziom, którym podoba się styl Eltona z lat 80. i którzy zajechali do cna krążki „2 ↓ 4 0” i „Jump Up!”. Nie jest to rzecz jasna poziom najlepszych wydawnictw Eltona, ale znajduję się tu parę miłych dla ucha melodii. Na pewno szybki, rockowy numer „Go It Alone”, wesoły „Don’t Trust That Woman” oraz nagrana do spółki z legendarnym Cliffem Richardem, piękna ballada „Slow Rivers” są lepszymi fragmentami tego krążka.

„Leather Jackets” na pewno nie jest tytułem, który bym komuś polecił. Nie jest to jednak takie dno, jak się o nim powszechnie mówi. Znajduje się tu parę miłym dla ucha melodii jak wyżej wspomniane nagrania czy „Memory of Love”. Ciekawostką jest to, że w pracach nad dziełem wzięła udział Cher oraz sekcja rytmiczna zespołu Queen. Tak czy owak skoro album znajduje się w serwisach streaming-owych można go posłuchać. Nie będzie bolało.

Elton John – Too Low for Zero

Elton John – 2 ↓ 4 0 (1983) Rocket

Ocena:5/5

01. Cold as Christmas (In the Middle of the Year) – 4:19
02. I’m Still Standing – 3:02
03. Too Low for Zero – 5:46
04. Religion – 4:05
05. I Guess That’s Why They Call It the Blues – 4:41
06. Crystal – 5:05
07. Kiss the Bride – 4:22
08. Whipping Boy – 3:43
09. Saint – 5:17
10. One More Arrow – 3:34

Muzyka Eltona Johna z lat 80. kojarzy się większości słuchaczy z tym albumem. Nic dziwnego. „2 ↓ 4 0” sprzedał się o wiele lepiej niż kilka poprzednich płyt artysty i w ogóle był to największy hit muzyka z lat 80. Poza tym Elton nagrał go ze swoimi starymi kompanami, których porzucił pod koniec lat 70. Do pracy nad dziełem przystąpili Davey Johnstone, Dee Murray, Nigel Olsson, no i przede wszystkim tekściarz Bernie Taupin. Przede wszystkim jednak „2 ↓ 4 0” to bezbłędny pop-rockowy album, o wiele lepszy od swojego całkiem przyzwoitego poprzednika.

„2 ↓ 4 0” rozpoczyna piękna, świąteczna ballada „Cold as Christmas (In the Middle of the Year)”. Większość osób uznałaby umieszczenie na początku płyty bożonarodzeniowej piosenki za strzał kulą w płot. Elton John wiedział jednak co robi umieszczając numer na wstępie dzieła. „Cold as Christmas” hipnotyzuje przepiękną melodią oraz dźwiękami elektrycznego pianina rhodesa, syntezatorów, akustyków oraz harfy. Zaraz po nim znajduje się rockowy szlagier „I’m Still Standing”. Ciekawostką jest, że ten motoryczny numer cieszy się do dzisiaj ogromną popularnością w Polsce. W tamtym roku był jeden z 50 najchętniej prezentowanych utworów w polskim radiu.

Następny kawałek „2 ↓ 4 0” przynosi chwilę wytchnienia i wyraźnie nawiązuje do modnej w tamtym okresie muzyki syntezatorowej. „Religion” na tle poprzednich trzech numerów wypada bardzo blado. Można go nazwać przyjemnym rockowym utworem, ale też dobre jest dla niego określenie „typowy numer adult contemporary”, co już komplementem nie jest. „I Guess That’s Why They Call It the Blues” to drugi obok „I’m Still Standing” hicior znany ludziom pod każdą szerokością geograficzną. Ten soft-rockowy utwór jest podobny do innego hitu artysty z początku lat 80. „Blue Eyes”, stąd Elton John często na koncertach wykonuje medley złożony z tych dwóch piosenek.

Na płycie znajdują się też takie ciekawe kawałki jak: rytmiczny, syntezatorowy „Crystal”, rockowa ballada „Saint” zawierająca momenty dramatyczne oraz syntetyczne wstawki rodem z albumów Vangelisa a także piosenka „One More Arrow”. Ten ostatni utwór nawiązuje do bogato zaaranżowanych ballad z pierwszego okresu działalności artysty i olśniewa słuchaczy piękną melodią oraz dźwiękami smyków.

„2 ↓ 4 0” ma pewne wady, jednak jest klasyk, którego świetnie się słucha, mimo że zna się go niemalże na pamięć. Z pełną świadomością można go postawić obok największych płyt artysty „Goodbye Yellow Brick Road” i „Captain Fantastic and the Brown Dirt Cowboy”.

LSD – Labrinth, Sia & Diplo Present… LSD

LSD – Labrinth, Sia & Diplo Present… LSD (2019) Columbia

Ocena: 3,5/5

01. Welcome to the Wonderful World Of – 1:56
02. Angel in Your Eyes – 3:06
03. Genius – 3:33
04. Audio – 3:24
05. Thunderclouds – 3:07
06. Mountains – 3:14
07. No New Friends – 2:55
08. Heaven Can Wait – 3:15
09. It’s Time – 3:29
10. Genius (Lil Wayne remix) – 2:42

Robię bombowy
Bombowy rytm, dam wam melodię
Zrobię piosenkę
tak słodką, że wrócicie ze mną do domu

LSD – Audio

Wydawało się, że supergrupa pod nazwą LSD wywoła większe zamieszanie. Tymczasem przebojowy album formacji błąka się w odmętach list przebojów i nie wygląda na to, aby wypłynął na powierzchnię. Szkoda, bo potencjał grupy jest ogromny. Zespół tworzy przecież trójka znanych i utalentowanych muzyków: piosenkarze Labrinth i Sia oraz producent muzyki elektronicznej Diplo.

Debiutanckiej płyty LSD słucha się przyjemnie, chociaż muzycy nie odkrywają Ameryki. Wszystko co się tu znajduje jest podobne do nagrań The Black Eyed Peas, Clean Bandit, Major Lazer oraz oczywiście do solowych utworów muzyków tworzących LSD. Album jest bardzo krótki. Trwa niewiele ponad 30 minut i w dodatku jedna z piosenek „Genius” znajduje się tu w dwóch różnych wersjach. Na niekorzyść płyty przemawia też to, że muzycy najmocniejsze karty odkryli na długo przed premierą krążka. Najlepsze utwory z płyty na czele z rewelacyjnym „Audio” promowały LSD w 2018 roku. W tym roku trójka muzyków zaskoczyła słuchaczy wyłącznie minimalistycznym „Angel in Your Eyes”. Reszta nowych kawałków ujdzie w tłumie.

Krążek LSD na pewno umilił mi popołudnie, a numer „Audio” z perfekcyjnymi zaśpiewami Sii wrzucę na playlistę z ulubionymi utworami. Album na pewno jest dobry, jednak nie jest niczym wyjątkowym ani szczególnie pięknym na rynku muzycznym. Szkoda tylko, że aż tak przepadł. Patrząc na czołówki list przebojów z pełną świadomością mogę stwierdzić, że nie zasługiwał na taki los.

Sara Bareilles – Amidst the Chaos

Sara Bareilles – Amidst the Chaos (2019) Epic

Ocena: 3/5

01.Fire
02.No Such Thing
03.Armor
04.If I Can’t Have You
05.Eyes on You
06.Miss Simone
07.Wicked Love
08.Orpheus
09.Poetry by Dead Men
10.Someone Who Loves Me
11.Saint Honesty
12.A Safe Place to Land (featuring John Legend)

Piękna Sara Bareilles jest amerykańską odpowiedzią na Katie Melua, chociaż blisko jej też do Fiony Apple, Tori Amos oraz KT Tunstall. Piosenkarka odniosła duży sukces w Stanach. Jej trzeci studyjny album „Kaleidoscope Heart” z 2010 roku z miejsca zdobył szczyt listy Billboaru. Z kolei jej następny krążek „The Blessed Unrest” zdobył nominację do nagrody Grammy w kategorii album roku. Pomimo dużej popularności w USA, Sara Bareilles w Europie jest artystką praktycznie nieznaną.To się na pewno nie zmieni po nowej płycie „Amidst the Chaos”. Album już poniósł klęskę na rynku brytyjskim, gdzie zadebiutował zaledwie na 82. miejscu! W innych europejskich krajach przeszedł na razie niezauważony.

Co jest nie tak z tą płytą? Przede wszystkim artystka trochę dorosła, co niekoniecznie wyszło jej na dobre. Sara Bareilles 10 lat temu była uznawana za jedną z najciekawszych piosenkarek pop-rockowych. Z wiekiem artystka zaczęła skręcać w stronę soulu, ballad i bardziej wyrafinowanych brzmień. Gdy nagrywała swoje największe przeboje „Love Song” i „King of Anything” była umieszczana w tej samej szufladzie co Vanessa Carlton, KT Tunstall, Kelly Clarkson i inne rozrywkowe piosenkarki. „Amidst the Chaos” to trochę inna bajka. Ten sam wspaniały głos co kiedyś, ale nowe utwory Sary bardziej od przystępnych, radiowych pop-rockowych przebojów przypominają wyrafinowane nagrania Fiony Apple, Brandi Carlile czy też zasłużonej Tori Amos.

Pojedynczych nagrań z tej płyty jak „Fire”, „No Such Thing”, „Armor”, „Wicked Love” czy „Eyes on You” słucha się naprawdę bardzo dobrze. „Amidst the Chaos” jako całość jednak nudzi, męczy i raczej nie zagości na dłużej w moim odtwarzaczu. Co ciekawe Sara Bareilles dojrzała nie tylko pod względem muzycznym, ale też politycznym. Jako dzierlatka Sara Bareilles śpiewała „Nie zamierzam napisać ci miłosnej piosenki/Tylko dlatego, że o nią poprosiłeś/Ponieważ takowej potrzebujesz, widzisz/Nie zamierzam napisać ci miłosnej piosenki„. Na jej najnowszym krążku znajdują się natomiast ody do prezydenta Obamy, piosenka zainspirowana ruchem #MeToo („Armor”) oraz numer poświęcony polityce migracyjnej Donalda Trumpa.

Weyes Blood – Titanic Rising

Weyes Blood – Titanic Rising (2019) Sub Pop

1.A Lot’s Gonna Change – 4:21
2.Andromeda – 4:40
3.Everyday – 5:07
4.Something to Believe – 4:45
5.Titanic Rising – 1:36
6.Movies – 5:53
7.Mirror Forever – 5:05
8.Wild Time – 6:09
9.Picture Me Better – 3:41
10.Nearer to Thee – 1:05

Najnowszy album Natalii Mering „Titanic Rising” zebrał znakomite recenzje. Jest to objawienie tego sezonu, ale warto w tym miejscu napomknąć, że poprzednie wydawnictwa artystki również cieszyły się sporym powodzeniem wśród krytyków. „Titanic Rising” trochę mnie jednak zawiódł. Nagrania z płyty przypominają dokonania St. Vincent, Jenny Hval czy też U.S. Girls, jednak Natalii Mering brakuje przebojowości koleżanek po fachu. Na pewno dam nowej płycie Weyes Blood szansę, bo lubię taki rodzaj muzyki, ale wydaje mi się, że kawałki „A Lot’s Gonna Change”, „Movies”czy „Andromeda” nie zagoszczą na mojej playliście. Niemniej jednak wydany przez legendarną wytwórnię Sub Pop album jest jedną z najlepiej ocenionych płyt w tym roku przez dziennikarzy „Mojo”, „The Independent” oraz „Pitchforka”. Warto więc go samemu sprawdzić.