Rammstein – Rammstein

Rammstein Rammstein
Okładka nowej płyty Rammstein

Rammstein – Rammstein (2019) Universal

01. Deutschland – 5:26
02. Radio – 4:37
03. Zeig Dich – 4:16
04. Ausländer – 3:52
05. Sex – 3:56
06. Puppe – 4:33
07. Was ich liebe – 4:30
08. Diamant – 2:33
09. Weit weg – 4:19
10. Tattoo – 4:10
11. Hallomann – 4:09

Ocena: 5/5

Brutalizm w sztuce lat 90.

Lata 90. to były fajne czasy. Przynajmniej pod względem kulturowym. Artyści atakowali prosto z mostu i stosowali środki, mające wywrzeć głęboki wpływ na odbiorców. Szokujące i wulgarne treści były na porządku dziennym. Najpierw szerszej publiczności objawił się szkocki pisarz Irvine Welsh, który w narkotycznym stylu zaserwował „Trainspotting” oraz „Ecstasy: Trzy romanse chemiczne”.

Później na wyspach pojawił się nowy brutalizm – nurt w dramaturgii charakteryzujący się łamaniem na scenie wszelkich granic. Ze wszystkich przedstawicieli tej sceny największy rozgłos zyskała Sarah Kane. Jej samobójcza śmierć odbiła się szerokim echem w mediach. Równie głośne były jej dramaty, w szczególności pierwszy „Zbombardowani”. W tej sztuce umierający na raka alkoholik Ian spędza noc w hotelu Leedd wraz ze swoją dawną dziewczyną Cate. Następnego dnia wybucha wojna. Do pokoju wchodzi żołnierz, a Cate ucieka przez okno. Żołnierz gwałci Iana, wysysa mu oczy, zjada je i strzela sobie w głowę.

Na kontynencie artyści nie chcieli zostać dłużni swoim kolegom po fachu z Wysp. W Niemczech pojawił się nurt muzyczny Nowa Niemiecka Brutalność, inspirowany metalem industrialnym i muzyką elektroniczną. Czołowi przedstawiciele gatunku to Oomph!, Stahlhammer, Samsas Traum, Megaherz oraz Rammstein. To właśnie po premierze debiutanckiego krążka Rammstein „Herzeleid” dziennikarze ukuli termin Nowa Niemiecka Brutalność na określenie mocnej, surowej muzyki, która pojawiła się na kontynencie.

Z czasem muzyka Rammstein robiła się coraz bardziej przebojowa. Na pierwszej płycie był tylko jeden melodyjny numer, który można było zaprezentować w mediach. Chodzi oczywiście o „Du riechst so gut”. Kolejne płyty „Sehnsucht”, „Mutter” i „Reise, Reise” były już prawie w całości przebojowe i sprzedały się w dużych nakładach na całym świecie. Jednak grupa po tych sukcesach straciła zapłon i chociaż jej kolejne wydawnictwa cieszyły się powodzeniem to część fanów była trochę rozczarowana.

Nowa muzyka

Najnowszy album, zatytułowany po prostu „Rammstein” to zespół w swoim najlepszym wydaniu. Po paru przesłuchaniach wydaje mi się, że muzycy chcieli nagrać płytę, gdzie będą znajdowały się same przeboje, które można zaprezentować na stadionach całego świata. Artyści nie spieszyli się z tą płytą. Ukazała się ona blisko 10 lat po premierze poprzedniego studyjnego krążka „Liebe ist für alle da„. Muzycy pewnie przez ostatnie tygodnie szlifowali utwory na płycie. Co ciekawe oddali hołd prawie całej niemieckiej scenie. Przykładowo przebojowe „Radio” to ukłon w stronę Kraftwerk, „Zeig dich” w kierunku męskiego chóru Gregorian, z kolei „Ausländer” w stronę niemieckiej sceny klubowej.

Najbardziej na płycie wyróżniają się jednak inne utwory – „Deutschland”, „Puppe” i „Diamant” i one wydają się być najciekawsze z tego wszystkiego. „Deutschland” to kwintesencja brzmienia zespołu. Jest mocno i rytmicznie. Na pierwszy plan wybijają się metalowe gitary oraz elektroniczne brzmienia rodem z lat 90. „Puppe” z delikatnej ballady à la „Mutter” przeistacza się w najbrutalniejszy numer na płycie. „Diamant” to z kolei akustyczna perełka, wyróżniona przez amerykańskich krytyków jako najlepszy utwór na płycie. Lindemannowi oraz gitarze akustycznej towarzyszą symfoniczne oraz elektroniczne wstawki.

Podsumowanie

Krótko mówiąc Rammstein pokazał wielką klasę. Ten album to dobre podsumowanie dotychczasowej kariery zespołu i świetny prezent dla wszystkich fanów dobrej muzyki. Młodszym kolegom i koleżankom, którzy uważają, że Billie Eilish jest kontrowersyjna też warto go pokazać. Trzeba uczyć młodych życia.

 

Bitwa na przeboje

Zastanawialiście się kiedyś, jakie sympatie polityczne mają Wasi ulubieńcy? Jeśli tak to dobrze trafiliście! Przed Wami Wpis temu poświęcony. W serwisie Spotify znajdziecie dwie  specjalne playlisty, zawierające nagrania największych gwiazd.

Na pierwszej znajdują się utwory muzyków mających poglądy konserwatywne. Co ciekawe do tej grupy artystów zalicza się większość gigantów hard rocka, m.in. wokalista Sammy Hagar znany z Van Halen, Alice Cooper, Gene Simmons z KISS, Joe Perry i Steven Tyler z Aerosmith oraz Dave Mustaine z Megadeth. Listę muzyków konserwatywnych uzupełniają Król Rock ‚n’ Rolla Elvis Presley, raper 50 Cent oraz wokalistki pop Geri Halliwell i Taylor Swift.

Po drugiej stronie barykady, czyli po stronie lewej mamy laureata literackiego m.in. Nobla Boba Dylana, piewcę pacyfizmu Johna Lennona oraz punkowców z The Clash, Sex Pistols i Green Day. Do tej grupy zostali też wrzuceni fani LGBT, bez względu na inne poglądy, tj. Cher, Elton John i Madonna. Jest tu też także Sting, który nie jest typowym lewicowcem, ale popiera działania wszystkich organizacji o programie proekologicznym oraz kładących nacisk na sprawiedliwość społeczną.

Życzymy miłego odsłuchu wszystkim bez względu na poglądy polityczne!

The Chemical Brothers – No Geography

The Chemical Brothers - No Geography

01. Eve of Destruction – 4:40
02. Bango – 4:07
03. No Geography – 3:10
04. Got to Keep On – 5:16
05. Gravity Drops – 4:30
06. The Universe Sent Me – 6:03
07. We’ve Got to Try – 3:35
08. Free Yourself – 4:21
09. MAH – 5:36
10. Catch Me I’m Falling – 5:28

Ocena: 5/5

Ze wszystkich gigantów sceny elektronicznej lat 90. The Chemical Brothers mają się zdecydowanie najlepiej. Co prawda The Prodigy osiągali ostatnio lepsze pozycje na listach przebojów, ale wszyscy wiemy jak niedobre emocje towarzyszyły ostatnio Keithowi Flintowi. The Chemical Brothers zrobili natomiast to co do nich należy, czyli nagrali bardzo mocny materiał.

„No Geography” może nie jest ich najważniejszą płytą w karierze, ale to niezwykle melodyjny album, który dostarcza rozrywki na bardzo wysokim poziomie. Najnowsze dzieło duetu to połączenie psychodelii, klubowych bangerów oraz elementów pop.

Udany flirt z tym ostatnim gatunkiem jest zasługą młodziutkiej norweskiej piosenkarki Aurory. Artystka nie tylko zaśpiewała na płycie, ale jest też współautorką trzech utworów na „No Geography”. Aurora, która jest przez wielu dziennikarzy porównywana do Björk, Florence Welsh i Kate Bush, jest na pewno odkryciem tej płyty.

The Chemical Brothers na nowym albumie tylko odświeżyli brzmienie, ale zrobili to w sposób niezwykle przekonujący i przebojowy. Sprawia to, że „No Geography” jest moją ulubioną pozycją wydaną w tym roku.

Catfish and the Bottlemen – The Balance

Catfish and the Bottlemen – The Balance (2019) Island

Ocena: 3,5/5

01. Longshot – 3:52
02. Fluctuate – 3:12
03. 2all – 3:08
04. Conversation – 3:31
05. Sidetrack – 3:20
06. Encore – 2:45
07. Basically – 3:21
08. Intermission – 1:47
09. Mission – 3:43
10. Coincide – 3:06
11. Overlap – 3:22

Catfish and the Bottlemen znowu są najpopularniejszym gitarowym zespołem na Wyspach! Jest jeszcze druga strona medalu. Walijczycy dostali baty od wielu recenzentów, którzy nie mogą znieść tego, że zespół stoi w miejscu.

Muzycy nie poszerzyli swoich horyzontów muzycznych, mimo że zaczęli współpracę z nowym producentem – Jacknifem Lee, znanym z pracy z R.E.M., U2 i The Killers.

Catfish ad the Bottlemen na nowej płycie grają hiper-ładnego brytyjskiego indie rocka, z którego są znani. W rezultacie „The Balance” to bardzo podobna płyta do przełomowej „The Balcony” oraz hitowej „The Ride” (na temat „The Ride” możecie poczytać tu).

Jeżeli chodzi o muzykę to wyspiarze wiedzą jak wywołać rockowy jazgot, a Lee skutecznie trzyma ich w ryzach i szlifuje dźwięki tam, gdzie to konieczne. Sprawia to, że płyta „The Balance” jest dość melodyjna i słucha się jej dość dobrze.

Strategia tego zespołu jest jednak według wielu obserwatorów krótkowzroczna. Według wielu pozytywne reakcje fanów szybko ustąpią miejsca znudzeniu, po czym grupa pójdzie w odstawkę.

Elton John – Sleeping with the Past

Elton John - Sleeping with the Past

Elton John – Sleeping with the Past (1989) MCA Records

Ocena: 3/5

01. Durban Deep – 5:30
02. Healing Hands – 4:19
03. Whispers – 5:29
04. Club at the End of the Street – 4:47
05. Sleeping with the Past – 4:57
06. Stones Throw from Hurtin’ – 4:54
07. Sacrifice – 5:04
08. I Never Knew Her Name – 3:30
09. Amazes Me – 4:37
10. Blue Avenue – 4:21

Ze wszystkich płyt Eltona z lat 80. tę kiedyś lubiłem najmniej. Tytuł „Sypiając z przeszłością” jest mylący. Gdy po raz pierwszy odpaliłem to CD wydawało mi się, że będzie to pozycja w mniejszy lub większy sposób odwołująca się do chwalebnych osiągnięć z przeszłości brytyjskiego piosenkarza. Piosenki ze „Sleeping with the Past” zostały tymczasem zainspirowane muzyką r&b z lat 60. i była to pewnego rodzaju nowa jakość w katalogu Anglików.

Na próżno szukać tu melancholijnych, rozmarzonych ballad typu „Goodbye Yellow Brick Road” czy „Sorry Seems to Be the Hardest Word”. Dominuje tu pop-rock typowy dla przełomu lat 80. i 90. Podobne rzeczy serwowali w tamtym okresie Billy Joel, Steve Winwood, Phil Collins, Rod Stewart, Sting a nawet David Bowie.Była to muzyka uwielbiana w tamtych latach przez didżejów radiowych i jej ciągłe nadawanie w radiu przyczyniło się zapewne do sukcesu albumu. To właśnie „Sleeping with the Past” jest najlepiej sprzedającym się krążkiem artysty w rodzimej Wielkiej Brytanii!

Jest tutaj parę ładnych melodii. Ładna, delikatna ballada „Whispers” przywodzi na myśl „Cold as Christmas (In the Middle of the Year)”. Świetne wrażenie robi „Durban Deep” z wystawionym na pierwszy plan rytmicznym uderzeniem klawiszy oraz rzężeniem gitary elektrycznej. Wspaniały numer „Healing Hands” zawiera z kolei jedną z najlepszych partii wokalnych Eltona z późniejszego okresu kariery.

Najważniejszym numerem z tego krążka jest jednak „Sacrifice”. Subtelna piosenka opowiadająca o trudach długotrwałego związku zachwyca niebanalnym tekstem i zapadającą w pamięć melodią wygrywaną na klawiszach. Utwór stał się ogromnym hitem na całym świecie i co ciekawe był to pierwszy w dorobku solowy numer artysty, który doszedł do 1. miejsca w UK!

Po latach mam trochę lepszą opinię odnośnie tego krążka. „Sleeping with the Past” raczej nigdy nie stanie się moją ulubioną pozycją ze względu na pop-rockowy format piosenek. Kojarzy mi się on z komercyjnym radiem z początku lat 90., którego nie jestem fanem. Do tej bardzo komercyjnej propozycji Eltona  zapewne sięgnę jeszcze parę razy. Jest tu trochę dobrej muzyki i w porównaniu do niektórych osiągnięć tego artysty jest to pozycja naprawdę niezła.