Orange Warsaw Festival 2019 relacja

Miley Cyrus na Orange Warsaw Festival 2019 Miley Cyrus na Orange Warsaw Festival 2019 Miley Cyrus na Orange Warsaw Festival 2019 Miley Cyrus na Orange Warsaw Festival 2019. Przed koncertem z Liamem Hemsworthem

Początek festiwalowego lata był dla mnie naprawdę udany. Zacząłem je od Orange Warsaw Festival. Co ciekawe pojawiłem się tam tylko dlatego, że wystąpiła tam Miley Cyrus. Gdy tylko w mediach pojawiały się informacje o artystach biorących udział w wydarzeniu przechodziłem obok nich niewzruszony. The Racounters, Solange, Marshmello? Żadna atrakcja dla mnie. Ale Miley obojętna  już dla mnie nie jest, więc gdy organizator ogłosił jej udział w imprezie od razu zdecydowałem się na wyjazd.

Troye

Gdy dotarłem na miejsce na scenie rozkręcał się Troye Sivan. Jak się okazało piosenkarz ma w Polsce liczne grono fanów. Widok tłumu zgromadzonego pod główną sceną był trochę przytłaczający.Zastanawiałem się co się stanie, gdy wystąpi główna gwiazda festiwalu? Zamieszanie pod sceną w czasie supportu było doprawdy oszałamiające.

Uczciwie muszę przyznać, że występ Troye’a był naprawdę godny uwagi. Nie jestem fanem tego artysty. Poza tym ten piosenkarz ma w dorobku zaledwie jedną płytę, która jest daleka od ideału. Jednak jego występ okazał się nie tylko przykuwający uwagę, ale też dobry muzycznie. Głównie ze względu na towarzyszących Australijczykowi muzyków, ale też dlatego, że Troye to prawdziwe zwierzę sceniczne, które na koncertach czuje się jak ryba w wodzie.

Inną rzeczą, o której warto przy tej okazji wspomnieć jest ilość fanów LGBT pod sceną. Tęczowe flagi i peleryny powiewały podczas występu tego artysty prawie wszędzie, co mnie trochę zszokowało. Nie spodziewałem się, że ten ruch ma w Polsce aż tylu fanów.

Gitarowy łomot

Kolejną gwiazda festiwalu był Miles Kane, znany przede wszystkim z projektu The Last Shadow Puppets, który tworzy wraz z Alexem Turnerem z Arctic Monkeys. Ten występ odbył się na małej scenie i zadowolił głównie fanów gitarowego łomotu. Było mocno i rytmicznie, momentami bardzo ciekawie. Na pewno była to dobra przystawka przed The Raconteurs.

Koncert Jacka White’a i jego kompanów został uznany przez wielu odbiorców za najlepszy występ wieczoru, ale moim zdaniem trochę przesadnie. Owszem Jack zaprezentował się jako naprawdę sprawny gitarzysta, a zespół zagrał parę przebojów, ale chyba tylko turbo fani rocka oraz White’a mogli być w pełni zachwyceni tym występem.

Miley

Wszystkie braki zrekompensował za to występ Miley Cyrus. Najpierw na ekranie pojawił się klip promocyjny, na którym piosenkarka w dość dwuznaczny sposób zabawia się owocami. W tle pogrywała melodia znana z utworu „Nothing Breaks Like a Heart”. Później pojawiła się sama Miley wraz z towarzyszącymi jej muzykami i rozpoczął się koncert. Na początek poszedł oczywiście wielki przebój Miley i Marka Ronsona z końca ubiegłego roku „Nothing Breaks Like a Heart„, którego zapowiedzią było owocowe intro.

Później muzycy zagrali praktycznie całą nową płytę „She is Coming”, która wyszła na rynek zaledwie dzień przed koncertem na Służewcu. To naprawdę mocny materiał i mogą być z niego przeboje. W każdym razie ja słyszałem piosenki z „She is Coming” po raz pierwszy i wpadły mi w ucho. Dobrze to wróży temu albumowi.

Mocnym akcentem występu były też piosenki „Jolene” i „Wrecking Ball”. Pierwszy z tych utworów to oczywiście klasyczna piosenka country Dolly Parton, którą swego czasu grywał też Jack White. „Wrecking Ball” to największy hit piosenkarki i oczywiście utwór na który wszyscy czekali. Co ciekawe zabrzmiał on inaczej niż na „Bangerz”. Bardziej rockowo, świeżo i intrygująco. Oczywiście wiele osób było zdziwionych, że Miley zabrała ze sobą w trasę zespół rockowy. Mnie w sumie trochę też to zaskoczyło, ale również ucieszyło. Piosenkarka podąża śladami wielkich amerykańskich artystek z lat 80., tj. sióstr Wilson, Stevie Nicks i Pat Benatar, które Amerykanie do dzisiaj uwielbiają.

Podsumowanie

Podsumowując Orange Warsaw Festival to była całkiem miła impreza i niezła przystawka do tego co będzie się działo w kolejnych tygodniach w Polsce. Zapamiętam na pewno występ Miley Cyrus, który co niektórych rozgrzał do czerwoności. Resztę pewnie będę wspominał z sympatią, ale bez wielkich emocji.