Mark Ronson – Late Night Feelings

Mark Ronson - Late Night Feelings

Mark Ronson – Late Night Feelings (2019) RCA

1. Late Night Prelude
2. Late Night Feelings (Ft. Lykke Li)
3. Find U Again (Ft. Camila Cabello)
4. Pieces of Us (Ft. King Princess)
5. Knock Knock Knock (Ft. YEBBA)
6. Don’t Leave Me Lonely (Ft. YEBBA)
7. When U Went Away (Ft. YEBBA)
8. Truth (Ft. Alicia Keys & The Last Artful, Dodgr)
9. Nothing Breaks Like a Heart (Ft. Miley Cyrus)
10. True Blue (Ft. Angel Olsen)
11. Why Hide (Ft. Diana Gordon)
12. 2 AM (Ft. Lykke Li)
13. Spinning (Ft. Ilsey)

Mark Ronson – cudowne dziecko brytyjskiego popu

Dziennikarze mówią, że Mark Ronson to cudowne dziecko brytyjskiego popu. I choć osobiście lubię Ronsona nie mogę się z ich stwierdzeniem zgodzić. Przede wszystkim dyskusyjna jest brytyjskość tego artysty. Jego rodzice są Żydami, a jego korzenie genealogiczne sięgają Rosji, Litwy oraz Austrii. Poza tym muzyk choć urodził się w Londynie to od dziecka mieszkał w Nowym Jorku i w ogóle nie chłonął brytyjskiej kultury.

Jego muzyka jest przesiąknięta amerykanizmami i słychać to chociażby w największym hicie „Uptown Funk” zainspirowanym amerykańską muzyką dyskotekową, funkiem oraz boogie. Co ciekawe po kilku miesiącach wspomniany utwór stał się przedmiotem kontrowersji oraz batalii sądowych z powodu licznych zapożyczeń. Ronson został oskarżony o kradzież pomysłów. „Uptown Funk” został według zainteresowanych muzyków silnie zainspirowany utworami „Oops Up Side Your Head” The Gap Band oraz „More Bounce to the Ounce” Zapp. Nie przeszkodziło to Ronsonowi w ściganiu się z największymi artystami na listach przebojów oraz zgarnięciu nagrody Grammy w kategorii nagranie roku za „Uptown Funk”.

Natomiast określenie cudowne dziecko też zostało mu nadane trochę nad wyrost. Mark Ronson pochodzi z jednej z najbogatszych żydowskich rodzin i na spokojnie mógł rozwijać swój muzyczny talent. Artysta rozpoczął karierę muzyczną w 1993 roku, ale swój pierwszy album „Here Comes the Fuzz” wydał dopiero w 2003 roku. Pierwsze sukcesy pojawiły się u niego natomiast długo po rozpoczęciu kariery, bo w 2007 roku po wydaniu drugiego albumu „Version”. Tak na dobrą sprawę tamten sukces osiągnął głównie dzięki zaprzyjaźnionej wokalistce Amy Winehouse, która potrafiła zaśpiewać wszystko.

Przełom

Jednak obiektywnie rzecz biorąc Mark Ronson to naprawdę pomysłowy i fajnie grający muzyk. Drugi album artysty „Version” okazał się rewelacją i czymś niezwykle świeżym na rynku. Mark Ronson wraz z zaprzyjaźnionymi muzykami przerobił hity z różnych epok na staromodną modłę. Tak więc otrzymaliśmy utwory Britney Spears, Radiohead, Maxïmo Park i The Smiths, które brzmiały jakby zostały nagrane w latach 60. Za ten znakomity i pomysł i jego sprawną realizację producent został wyróżniony nagrodą BRIT w kategorii najlepszy artysta. Ciekawostką jest, że Ronson nie zaśpiewał w żadnej piosence i stał się pierwszym w historii nagród Brits artystą, który otrzymał tę nagrodę nie śpiewając w żadnym ze swoich utworów.

Nowy album

Artysta od tego czasu podejmował współpracę z Brytyjczykami, żeby wspomnieć tylko dwa wyprodukowane albumy Duran Duran, ale jego głównym obszarem działalności była i jest scena amerykańska. Wyraźnie to widać na nowej płycie „Late Night Feelings”, gdzie Ronsona wspiera cała plejada amerykańskich piosenkarek. W nagraniach wzięły udział m.in. Miley Cyrus, Angel Olsen, Alicia Keys, Yebba i Camila Cabello. Najnowszy krążek dostał generalnie świetne recenzje, jednak poza hitowymi „Late Night Feelings” i „Nothing Breaks Like a Heart” ten materiał średnio mnie przekonuje. Oczywiście fajnie się go słucha, ale te utwory mi nie pasują. „Knock Knock Knock” jest jakiś taki rozlazły, natomiast „Find U Again” zaśpiewany przez Cabello grzeszy bezbarwnością i nie odróżnia się od innych nagrań prezentowanych w radiu.

Podsumowanie

W piosenkach Ronsona na pewno dużo zależy od tego kto je śpiewa. Lykke Li i Miley Cyrus mają dobry wokal, charyzmę i samym śpiewem potrafią przykuć uwagę odbiorców. Pozostałe wokalistki robią to trochę gorzej. Sprawia to, że te porządnie wyprodukowane, ładne piosenki giną w gąszczu im podobnych. Szkoda, bo mogło być dużo lepiej. Może kiedyś wrócę do tej płyty i spodoba mi się bardziej. Na ten moment jednak wracam do innych dokonań Ronsona. Tańczę przy piosenkach z „Version” i „Record Collection„, a na wieczór do książki wrzucam niedoceniany, klimatyczny soundtrack do „Mortdecai”, który muzyk popełnił wraz z Geoffem Zanellim. To jest muzyka!

Miley Cyrus – She is coming

Miley Cyrus - She Is Coming

Miley Cyrus – She Is Coming (2019) RCA

Ocena:4/5

01. Mother’s Daughter – 3:39
02. Unholy – 2:10
03. D.R.E.A.M. (feat. Ghostface Killah) – 2:48
04. Cattitude (feat. RuPaul) – 3:09
05. Party Up the Street (feat. Swae Lee e Mike Will Made It) – 3:37
06. The Most – 3:41

Czy Miley Cyrus stanie się gwiazdą pokroju Madonny?

Chyba wszyscy fani muzyki pop zastanawiają się czy Miley Cyrus stanie się gwiazdą pokroju Madonny. Widać wyraźnie, że młodziutka piosenkarka idzie w ślady starszej koleżanki po fachu. Cyrus w tej chwili nie tylko brzmi jak Madonna, ale co więcej upodobniła się do swojej idolki wizualnie. Kto pamięta czasy „Music” będzie wiedział o co chodzi.

Najnowsza Ep-ka artystki „She Is Coming” zawiera dużo dobrego materiału, który spokojnie można umieścić wśród najlepszych dokonań w karierze piosenkarki. Jako, że jest to zapowiedź większej całości, tj. albumu „She Is Miley Cyrus”, możemy spodziewać się naprawdę dużej rzeczy. Tym bardziej, że w pracach nad płytą bierze udział sam Mark Ronson – laureat Grammy, BRIT, Złotego Globu i Oscara.

Zawartość płyty

„She Is Coming” to nic innego powrót do czasów „Bangerz”. Jest to udana mieszanka popu,rocka i muzyki elektronicznej. Po jej przesłuchaniu możemy bez problemu stwierdzić, że w dalszym ciągu Miley najlepiej sprawdza się właśnie w takiej stylistyce. Szczególnie, że ma na swoim koncie eksperymenty z muzyką psychodeliczną i country.

Po pierwszym przesłuchaniu najbardziej w pamięć zapada hymniczny „Mother’s Daughter” oraz szybki, imprezowy „Cattitude”. Co ciekawe ten drugi numer został  zagrany do spółki z szalonym queerowcem RuPaulem, o którym wiele osób już dawno zapomniało.

Jednak najmocniejszymi momentami tej płyty są nastrojowe i spokojne piosenki:”D.R.E.A.M.” i „Party Up the Street”. Pierwszy z tych kawałków jest oparty na samplu kultowego kawałka WuTang Clan „C.R.E.A.M.”, z kolei „Party Up the Street” brzmi jak nagranie jakiegoś nawiedzonego rastamana.

Ocena ogólna

Ogólnie rzecz biorąc „She Is Coming” to bardzo przyjemna i godna uwagi płytka. Nawet jeżeli nie jest to ważna pozycja na scenie pop to jest to bez wątpienia ważny krok w rozwoju artystycznym Miley Cyrus.

Yonaka-Dont Wait, Til Tomorrow

Yonaka

Yonaka ‎– Don’t Wait ‚Til Tomorrow (2019) WMG

01. Bad Company 3:57
02. Lose Our Heads 3:21
03. Awake 3:55
04. Guilty (For Your Love) 3:36
05. Rockstar 3:46
06. Creature 3:06
07. Don’t Wait ‚Til Tomorrow 3:26
08. Punch Bag 3:19
09. Fired Up 3:38
10. Wake Up 3:39
11. The Cure 3:27

Ze wszystkich nowych płyt, które przesłuchałem w ciągu ostatnich dwóch tygodni „Don’t Wait ‚Til Tomorrow” zrobiła na mnie największe wrażenie. Co więcej jest to zdecydowanie najbardziej udany debiut tego roku, chociaż wiele po tej kapeli nie oczekiwałem. Yonaka to według angielskich dziennikarzy najbardziej ekscytujący i najszybciej rozwijający się brytyjski rockowy zespół ostatnich lat na rynku. Ponieważ angielską prasę muzyczną znam dość dobrze to takie stwierdzenia w ogóle nie robią na mnie wrażenie, gdyż pojawiają się tam co chwilę. Tego typu objawienia angielscy dziennikarze mają co chwilę, więc nie dziwię się, że dużo osób szybko traci zainteresowanie tym rynkiem i poprzestaje na klasykach. Ponadto nie pamiętam, aby moim znajomym zapadł szczególnie w pamięć występ grupy Yonaka podczas ubiegłorocznego Openera.

„Don’t Wait ‚Til Tomorrow” tak bardzo mi się podoba ponieważ jest tu wszystko za co kocham muzykę pop-rockową. Ta płyta to gitarowy hałas kojarzący się z post-punkiem, melodyjne zwrotki i refreny oraz niesamowity kobiecy wokal. Wokalistka Theresa Jarvis to dla mnie odkrycie tej płyty i zdecydowanie najciekawsza postać jaka się pojawiła teraz na rynku. Artystka oprócz tego, że świetnie śpiewa jest też podobno sprawną pisarką,a teksty jej piosenek są uznawane za głębokie i dobrze napisane.

W każdym razie polecam sprawdzić tę płytę. Nie jest długa, a najciekawsze piosenki takie jak „Creature”, „Rockstar” czy „The Cure” znajdują się w jej głębi. Podsumowując jest to mocny debiut, który ucieszy wszystkich fanów Yeah Yeah Yeahs, Curve, Garbage czy Wolf Alice.

Rammstein – Rammstein

Rammstein Rammstein
Okładka nowej płyty Rammstein

Rammstein – Rammstein (2019) Universal

01. Deutschland – 5:26
02. Radio – 4:37
03. Zeig Dich – 4:16
04. Ausländer – 3:52
05. Sex – 3:56
06. Puppe – 4:33
07. Was ich liebe – 4:30
08. Diamant – 2:33
09. Weit weg – 4:19
10. Tattoo – 4:10
11. Hallomann – 4:09

Ocena: 5/5

Brutalizm w sztuce lat 90.

Lata 90. to były fajne czasy. Przynajmniej pod względem kulturowym. Artyści atakowali prosto z mostu i stosowali środki, mające wywrzeć głęboki wpływ na odbiorców. Szokujące i wulgarne treści były na porządku dziennym. Najpierw szerszej publiczności objawił się szkocki pisarz Irvine Welsh, który w narkotycznym stylu zaserwował „Trainspotting” oraz „Ecstasy: Trzy romanse chemiczne”.

Później na wyspach pojawił się nowy brutalizm – nurt w dramaturgii charakteryzujący się łamaniem na scenie wszelkich granic. Ze wszystkich przedstawicieli tej sceny największy rozgłos zyskała Sarah Kane. Jej samobójcza śmierć odbiła się szerokim echem w mediach. Równie głośne były jej dramaty, w szczególności pierwszy „Zbombardowani”. W tej sztuce umierający na raka alkoholik Ian spędza noc w hotelu Leedd wraz ze swoją dawną dziewczyną Cate. Następnego dnia wybucha wojna. Do pokoju wchodzi żołnierz, a Cate ucieka przez okno. Żołnierz gwałci Iana, wysysa mu oczy, zjada je i strzela sobie w głowę.

Na kontynencie artyści nie chcieli zostać dłużni swoim kolegom po fachu z Wysp. W Niemczech pojawił się nurt muzyczny Nowa Niemiecka Brutalność, inspirowany metalem industrialnym i muzyką elektroniczną. Czołowi przedstawiciele gatunku to Oomph!, Stahlhammer, Samsas Traum, Megaherz oraz Rammstein. To właśnie po premierze debiutanckiego krążka Rammstein „Herzeleid” dziennikarze ukuli termin Nowa Niemiecka Brutalność na określenie mocnej, surowej muzyki, która pojawiła się na kontynencie.

Z czasem muzyka Rammstein robiła się coraz bardziej przebojowa. Na pierwszej płycie był tylko jeden melodyjny numer, który można było zaprezentować w mediach. Chodzi oczywiście o „Du riechst so gut”. Kolejne płyty „Sehnsucht”, „Mutter” i „Reise, Reise” były już prawie w całości przebojowe i sprzedały się w dużych nakładach na całym świecie. Jednak grupa po tych sukcesach straciła zapłon i chociaż jej kolejne wydawnictwa cieszyły się powodzeniem to część fanów była trochę rozczarowana.

Nowa muzyka

Najnowszy album, zatytułowany po prostu „Rammstein” to zespół w swoim najlepszym wydaniu. Po paru przesłuchaniach wydaje mi się, że muzycy chcieli nagrać płytę, gdzie będą znajdowały się same przeboje, które można zaprezentować na stadionach całego świata. Artyści nie spieszyli się z tą płytą. Ukazała się ona blisko 10 lat po premierze poprzedniego studyjnego krążka „Liebe ist für alle da„. Muzycy pewnie przez ostatnie tygodnie szlifowali utwory na płycie. Co ciekawe oddali hołd prawie całej niemieckiej scenie. Przykładowo przebojowe „Radio” to ukłon w stronę Kraftwerk, „Zeig dich” w kierunku męskiego chóru Gregorian, z kolei „Ausländer” w stronę niemieckiej sceny klubowej.

Najbardziej na płycie wyróżniają się jednak inne utwory – „Deutschland”, „Puppe” i „Diamant” i one wydają się być najciekawsze z tego wszystkiego. „Deutschland” to kwintesencja brzmienia zespołu. Jest mocno i rytmicznie. Na pierwszy plan wybijają się metalowe gitary oraz elektroniczne brzmienia rodem z lat 90. „Puppe” z delikatnej ballady à la „Mutter” przeistacza się w najbrutalniejszy numer na płycie. „Diamant” to z kolei akustyczna perełka, wyróżniona przez amerykańskich krytyków jako najlepszy utwór na płycie. Lindemannowi oraz gitarze akustycznej towarzyszą symfoniczne oraz elektroniczne wstawki.

Podsumowanie

Krótko mówiąc Rammstein pokazał wielką klasę. Ten album to dobre podsumowanie dotychczasowej kariery zespołu i świetny prezent dla wszystkich fanów dobrej muzyki. Młodszym kolegom i koleżankom, którzy uważają, że Billie Eilish jest kontrowersyjna też warto go pokazać. Trzeba uczyć młodych życia.

 

The Chemical Brothers – No Geography

The Chemical Brothers - No Geography

01. Eve of Destruction – 4:40
02. Bango – 4:07
03. No Geography – 3:10
04. Got to Keep On – 5:16
05. Gravity Drops – 4:30
06. The Universe Sent Me – 6:03
07. We’ve Got to Try – 3:35
08. Free Yourself – 4:21
09. MAH – 5:36
10. Catch Me I’m Falling – 5:28

Ocena: 5/5

Ze wszystkich gigantów sceny elektronicznej lat 90. The Chemical Brothers mają się zdecydowanie najlepiej. Co prawda The Prodigy osiągali ostatnio lepsze pozycje na listach przebojów, ale wszyscy wiemy jak niedobre emocje towarzyszyły ostatnio Keithowi Flintowi. The Chemical Brothers zrobili natomiast to co do nich należy, czyli nagrali bardzo mocny materiał.

„No Geography” może nie jest ich najważniejszą płytą w karierze, ale to niezwykle melodyjny album, który dostarcza rozrywki na bardzo wysokim poziomie. Najnowsze dzieło duetu to połączenie psychodelii, klubowych bangerów oraz elementów pop.

Udany flirt z tym ostatnim gatunkiem jest zasługą młodziutkiej norweskiej piosenkarki Aurory. Artystka nie tylko zaśpiewała na płycie, ale jest też współautorką trzech utworów na „No Geography”. Aurora, która jest przez wielu dziennikarzy porównywana do Björk, Florence Welsh i Kate Bush, jest na pewno odkryciem tej płyty.

The Chemical Brothers na nowym albumie tylko odświeżyli brzmienie, ale zrobili to w sposób niezwykle przekonujący i przebojowy. Sprawia to, że „No Geography” jest moją ulubioną pozycją wydaną w tym roku.

Catfish and the Bottlemen – The Balance

Catfish and the Bottlemen – The Balance (2019) Island

Ocena: 3,5/5

01. Longshot – 3:52
02. Fluctuate – 3:12
03. 2all – 3:08
04. Conversation – 3:31
05. Sidetrack – 3:20
06. Encore – 2:45
07. Basically – 3:21
08. Intermission – 1:47
09. Mission – 3:43
10. Coincide – 3:06
11. Overlap – 3:22

Catfish and the Bottlemen znowu są najpopularniejszym gitarowym zespołem na Wyspach! Jest jeszcze druga strona medalu. Walijczycy dostali baty od wielu recenzentów, którzy nie mogą znieść tego, że zespół stoi w miejscu.

Muzycy nie poszerzyli swoich horyzontów muzycznych, mimo że zaczęli współpracę z nowym producentem – Jacknifem Lee, znanym z pracy z R.E.M., U2 i The Killers.

Catfish ad the Bottlemen na nowej płycie grają hiper-ładnego brytyjskiego indie rocka, z którego są znani. W rezultacie „The Balance” to bardzo podobna płyta do przełomowej „The Balcony” oraz hitowej „The Ride” (na temat „The Ride” możecie poczytać tu).

Jeżeli chodzi o muzykę to wyspiarze wiedzą jak wywołać rockowy jazgot, a Lee skutecznie trzyma ich w ryzach i szlifuje dźwięki tam, gdzie to konieczne. Sprawia to, że płyta „The Balance” jest dość melodyjna i słucha się jej dość dobrze.

Strategia tego zespołu jest jednak według wielu obserwatorów krótkowzroczna. Według wielu pozytywne reakcje fanów szybko ustąpią miejsca znudzeniu, po czym grupa pójdzie w odstawkę.