The Prodigy – No Tourists

The Prodigy - No Tourists

The Prodigy – No Tourists (2018) Take Me to the Hospital, BMG

Ocena: 3,5/5

1.Need Some1 – 2:43
2.Light Up the Sky – 3:20
3.We Live Forever – 3:43
4.No Tourists – 4:18
5.Fight Fire with Fire (featuring Ho99o9) – 3:29
6.Timebomb Zone – 3:24
7.Champions of London – 4:49
8.Boom Boom Tap – 4:05
9.Resonate – 3:50
10.Give Me a Signal (featuring Barns Courtney) – 4:01

Ta płyta chyba już zawsze będzie mi się kojarzyła ze śmiercią Keitha Flinta. Jeszcze parę miesięcy temu, gdy ukazał się album „No Tourists” nic nie zapowiadało tragedii. Płyta, pomimo że jest wtórna, zdobyła uznanie krytyków muzycznych, a zbliżający się do 50-tki Keith Flint był w lepszej formie niż kiedykolwiek. Wokalista definitywnie skończył z używkami i alkoholem, biegał i był w świetnej formie fizycznej. Jednak to wszystko były pozory. W jego głowie rozgrywał się dramat, a rozstanie z żoną tylko przyspieszyło koniec.

Na Flincie dziennikarze stawiali krzyżyk raczej w latach 90., gdy ten był dla części społeczeństwa ucieleśnieniem zła. Wytatuowany, z kolczykami w nosie oraz dwoma kolorowymi irokezami na głowie muzyk był twarzą jednego z najbardziej agresywnych angielskich zespołów techno.

Zespół The Prodigy największy sukces w karierze odniósł w 1997 dzięki mrocznej płycie „The Fat of the Land”, która stała się bestsellerem na całym świecie, także w Stanach Zjednoczonych, gdzie zespół nie jest zbyt popularny. Później grupa trochę się uspokoiła. Jej kolejne nagrania trzymały poziom, ale brakowało nowych ciekawych pomysłów i energii. Bohaterowie się zestarzeli. Po prostu.

Najnowszego krążka Brytyjczyków na pewno dobrze się słucha. „Need Some1”, „Light Up the Sky”, „Timebomb Zone” czy „We Live Forever” to dobre, oparte na świetnych samplach kawałki, które przenoszą niczym wehikuł czasu w sam środek lat 90. Te szybkie utwory brzmią wręcz jak odnalezione po latach nagrania.

„No Tourists” to taki odgrzewany kotlet, ale bardzo przyjemny. Nie jest to album tak agresywny i kontrowersyjny jak dzieła z lat 90., ale w nostalgiczny i przebojowy sposób przypomina czym kiedyś był ten zespół. „NME” dał pięć gwiazdek. Można było odnieść wrażenie, że The Prodigy rozpoczęli drugą młodość. Tymczasem było to pożegnanie. Może nie zespołu, którym kieruje Liam Howlett, ale Keitha Flinta.

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Miye's ImaginationsDeeBeata Redzimska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Beata Redzimska
Gość

Artysci, niestety placa wysoka cene – ta ich wrazliwosc jest takim mieczem obosiecznym, pozwala tworzyc sztuke, ktora nas porusza i do nas trafia, ale z drugiej strony ta nadwrazliwosc najprawdopodobniej nie daje im spokoju w codziennym zyciu. Cena za sztuke. Pozdrawiam serdecznie Beata

Dee
Gość

Piękne pożegnanie. Nieraz nie zdajemy sobie spawy, że artyści to także ludzie i czasami po prostu nie dają rady. pamiętam dobrze ich muzykę z lat tych. Szalało się wtedy przy ich rytmach…

Miye's Imaginations
Gość

Szczerze mówiąc i tak jestem zdziwiona, że zespoły, których słuchałam jako nastolatka wciąż jeszcze istnieją i nagrywają. Chyba wynika to po prostu z tego, że niektórzy muzycy uwielbiają to co robią.